niedziela, 20 września 2015

Miniaturka VIII - Percy Jackson i Nico di Angelo

Widziałem jak dębowy stół roztrzaskuje się tuż nad jego głową. Drewniane odłamki posypały się na niego, zadając mu delikatne rany. Naszym zadaniem było utrzymać Wielki Dom w jednym kawałku. Echidna cały czas nas rozpraszała w różne strony. Nie mogłem ani przez chwile skupić się na wezwaniu zmarłych, aby nam pomogli. Jej długi ogon walił to tu, to tam. 
- Infernum, nie damy jej rady! - Miałem sucho w ustach. Walczyliśmy już tak długo, a żadna pomoc nie nadchodziła.Widziałem, jak Percy powoli opada z sił. Miecz ciążył mu w dłoniach, a atakom nie było końca. Ciąłem ostrzem ogon potwora. Z gardła Echidny wydobył się przeciągły syk, a jej wściekłe oczy zwróciły się w moją stronę. Już wtedy wiedziałem, że mam zdrowo przerąbane (oczywiście delikatnie rzecz biorąc). Cała uwaga stwora skupiła się na mnie. Przynajmniej Percy mógł chociaż chwile odsapnąć. Rzuciłem się do ataku, lecz rządny krwi potwór był szybszy. Odrzucił mnie w tył swoim długim zadkiem. Usłyszałem tylko, jak Percy krzyczy moje imię a potem straciłem przytomność. 

                           *                                *                            * 

Przez ostatnie dwa dni chodziłem jakiś przygnębiony. Miałem ogromne poczucie winy co do Nico. Nic by się nie stało gdybym tak nagle nie opadł z sił.Nie miałem pojęcia co się wtedy stało. Przed moimi oczami zatańczyły ciemne plamki, a po chwili Nico leżał w stercie drewna. Na całe szczęście w tym samym momencie do Wielkiego Domu wkroczyła armia Clarisse. Tylko dzięki nim udało nam się ujść z życiem. Do dziś nikt nie wie jakim cudem Echidna wtargnęła do Obozu Herosów. Czy sosna Thalii traci już swoją magiczną moc? Jest to mało prawdopodobne, ktoś musiał wpuścić tutaj ta bestie. To oznacza, że wśród nas pojawił się zdrajca. W oddali zamajaczyła mi sylwetka Annabeth. Biegła w moją stronę ile tchu. Jakoś ostatnio z nią również nie miałem ochoty rozmawiać. Między nami robiło się jakoś dziwnie, nie mięliśmy już o czym rozmawiać. To co było kiedyś najwidoczniej wypaliło się między nami, ale nie miałem odwagi aby z nią o tym porozmawiać. Jak zawsze udawałem, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, nawet uśmiechnąłem się, gdy nachyliła się, aby mnie pocałować w policzek. 
- Nico wybudził się. 
Te słowa z jej ust wystarczyły, abym przebiegł całą trasę dzielącą od plaży do domku Apollina w niecałe 4 minuty. Wpadłem do środka, a moim oczom ukazał się niecodzienny widok. Will Solace czule mierzwił włosy di Angelo, a chłopakowi najwyraźniej to nie przeszkadzało. Na jego ustach widniał ledwo widoczny uśmiech. Po długiej znajomości z Nico wiedziałem, że jest to wyraz zadowolenia. Nie wiem dlaczego, ale poczułem w sercu dziwny uścisk. 

                       *                                       *                              * 
Musiałem przyznać przed samym sobą, że lubiłem Willa. Mimo, że był czasami bardzo denerwujący nie potrafiłem się na niego długo złościć. Dobrze mi się z nim rozmawiało. Targał moje włosy, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Słuchałem każdego jego słowa z wielką uwagą. Dopiero po chwili zauważyłem, że przygląda nam się Percy. Jego oczy wyglądały, jakby ktoś wyssał z nich całe szczęście, które chłopak dotychczas posiadał. Czułem także, jakby coś w nim umarło.  Jakby jakich płomień zgasł już na zawsze i nikt nie mógłby już go rozpalić. Jackson kiwnął głową w moim kierunku i wyszedł. Wiedziałem, że już nigdy między nami nic nie będzie takie samo. 

czwartek, 17 września 2015

Miniaturka VII - Teodor Nott i Hermiona Granger

W życiu każdego człowieka nadchodzi taka chwila, gdy zastanawia się czego tak naprawdę pragnie. Muszę przyznać, że ja od losu dostałam dużo. Ukończyłam szkołę z dobrymi wynikami, odnalazłam miłość, miałam wspaniałych przyjaciół i zapewnioną dogodną przyszłość. Jednak czegoś mi brakowało. Każdy mój dzień zaczął wyglądać tak samo. Za czasów szkolnych przytrafiało się zawsze wiele przygód, aż czasami chciałam od tego uciec w jakieś spokojne miejsce, ale teraz zdałam sobie sprawę, że właśnie tej szczypty adrenaliny zaczynało mi brakować. Ron miał dla mnie coraz mniej czasu, Harry i Ginny zaczęli budować swój dom, a ja? Ja zaczęłam prace w Departamencie Przestrzegania Prawa. Na samym początku dostałam własne biurko a na nim ogromny stos papierów. W tym samym gabinecie przy oknie swoje miejsce pracy miał Teodor Nott. Tylko dlatego, że znacząco przysłużył się podczas II bitwy o Hogwart nie został zesłany na wieczne stracenie do Azkabanu. Wraz z Draconem Malfoy'em blokował tylnego wejścia do Hogwartu przez ponad dwie godziny, wyłapując groźnych śmierciożerców. Kto wie, może gdyby nie oni wojna zakończyłaby się z większą ilością poległych i rannych. Czarnowłosy nigdy się do mnie nie odezwał. Jego oczy uporczywie mnie unikały za każdym razem, gdy wchodziłam do biura. Nie miałam żadnej okazji, aby z nim porozmawiać, ponieważ na każdym lunchu znikał w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednakże zawsze wracał punktualnie. 
Udało mi się z  nim porozmawiać dopiero po dwóch miesiącach pracy w Ministerstwie Magii. Był późny wieczór. Nad londyńskim niebem zbierały się ciemne chmury, zwiastujące opad deszczu, co było częste w Wielkiej Brytanii. Otuliłam się ciaśniej płaszczem i ruszyłam w stronę ślepej uliczki, aby móc jak najszybciej teleportować się do domu. Ron pewnie zaczynał się już o mnie martwić. Będąc coraz bliżej zaułka zaczynałam słyszeć przyciszone głosy, które ewidentnie należały do mężczyzn. Jednym z nich na pewno był Nott. W jego głosie dało się słyszeć charakterystyczną chrypę spowodowaną paleniem zbyt dużej ilości papierosów. Często czułam nieprzyjemną woń tytoniu, gdy przechodził obok mojego biurka. Ukryłam się za rogiem i zaczęłam się przysłuchiwać rozmowie. 
-...jesteś pewny, że ma się to odbyć jutro rano? - Głos Teodora był bardzo zdenerwowany. Mężczyzna krążył od jednego muru do drugiego, trzymając rękę na karku. 
- Jutro Alkazar ma dostarczyć przesyłkę na miejsce. - Nie rozpoznałam drugiego głosu. Nie miałam zielonego pojęcia, co kombinuje Teodor ale nie brzmiało to dobrze. Może miała być to tylko taka zagrywka? Może Malfoy i Nott specjalnie udawali, że są po ich stronie, aby teraz przeprowadzić atak? Wciągnęłam ze świstem powietrze, a z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. 
- Mam tylko nadzieje, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i nikt się o tym nie dowie. - Spięte mięśnie na twarzy Teodora przybrały łagodniejszą postać. Z czystym sumieniem mogłam przyznać, że Teodor Nott był bardzo przystojnym czarodziejem. Tacy są najgorsi. Usłyszałam ciche kliknięcie, które oznaczało, że jeden z mężczyzn deportował się. Weszłam do zaułka, aby stanąć oko w oko z Nottem. Czarodziej wyglądał na wielce zaskoczonego moim widokiem. Cóż się mu dziwić, niecodziennie spotyka się Granger, która wygląda jak zmoczony kłak.
- Co Ty knujesz Nott?
Wyraz zdziwienia zniknął z twarzy mężczyzny tak szybko, jak się pojawił.Teraz wyglądał na obojętnego i zarazem znudzonego. 
- Nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy - warknął i tyle go widziałam. Zniknął z moich oczu wraz z pierwszym uderzeniem pioruna i rozbłyskiem na czarnym niebie. Nie mogąc nic zrobić również wróciłam do domu. Może ta sprawa okaże się nutką adrenaliny, której tak bardzo mi brakowało? Nie mówiąc nic Ronowi poszłam spać.
Jakież było moje rozczarowanie, gdy następnego dnia pierwsza strona Proroka Codziennego trąbiła o anonimowym darczyńcy, który przekazał paczkę pełną zabawek na sierociniec im. Albusa Dumbledore w Londynie. Od razu połączyłam wszystko w jedną całość i zrozumiałam, że tym darczyńcą jest Teodor. Oczywiście było to piękne z jego strony, lecz całkowicie zgasiło to we mnie iskierkę zapału do robienia czegokolwiek. Chyba naprawdę już nie przydarzy mi się w życiu żadna przygoda. Wzięłam z domu teczkę i jak co ranek wyszłam do pracy. W gabinecie siedział już Teodor zawalony stertą papierkowej roboty. Tym razem ku mojemu zdziwieniu na moim biurku leżały bukiet czerwonych róż i moje ulubione czekoladki. Na początku myślałam, że to może Ron pamiętał o moich imieninach, lecz szybko odgoniłam tę myśl. On ledwo pamięta o naszej rocznicy, a co dopiero o tak mało istotnej rzeczy. Spojrzałam na Teodora, który uśmiechał się kątem ust. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to właśnie z nim przeżyję najwspanialszą przygodę mojego życia. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że tą przygodą może być piękna biała suknia, czerwone róże sypane wokół mnie i cudowny mężczyzna stojący naprzeciwko, który właśnie ślubuje mi miłość, wierność i uczciwość, aż do końca życia. 

wtorek, 31 marca 2015

Miniaturka VI - HUNCWOCI

Był wczesny wieczór, gdy młody mężczyzna przechadzał się po wielkiej bibliotece Hogwartu, która dzisiejszego dnia była wyjątkowo zatłoczona. Większość obecnych tutaj uczniów uczyła się, lub odrabiała prace domowe, zadane przez profesor McGonagall. On również przybył tu właśnie w tym celu. Zazwyczaj omijał bibliotekę szerokim łukiem, lecz jak mus, to mus. Mianowicie groziło mu niezaliczenie transmutacji, co zdaniem jego matki było nie do pomyślenia, ze względu na jego pochodzenie. W ciągu ostatnich dwóch dni dostał od niej, aż siedem wyjców. Jeden z nich gonił go nawet przez środek wielkiej sali, by wybuchnąć mu prosto w twarz. Chłopak zabrał z regału kilka książek i zaszył się w kącie przy swoim ulubionym stoliku. Rozłożył podręczniki na blacie i z głośnym westchnięciem oparł brodę na prawej dłoni. Zaczął zastanawiać się co mogą robić jego przyjaciele. James zapewne wyszedł na przechadzkę z Lily. Remus pewnie ukrył się w dormitorium, a Peter mu towarzyszy. Te ich relacje wydawały się Syriuszowi nad wyraz niezdrowe. Odgarnął ciemne włosy z czoła i zabrał się za studiowanie transmutacji. Czytał uważnie regułki najprostszych zaklęć, lecz nie potrafił się na tym dostatecznie skupić. Uniósł z irytacją głowę i rozejrzał się po bibliotece. W myślach policzył do dziesięciu i ponownie skupił wzrok na książce, lecz tym razem dojrzał coś, czego wcześniej nie zauważył. Mianowicie spomiędzy stron wystawał róg jakiejś karteczki. Syriusz z zaciekawienie pociągnął za niego i jego oczom ukazała się notatka napisana pochyłym pismem. 

Znudziło Ci się twoje monotonne życie? Co Ty na to, aby na jedną dobę zamienić się w swoje drugie ja? Rzuć to proste zaklęcie patrząc w lustro, a na pewno przeżyjesz niezapomnianą przygodę. SECUNDO.

Syriusz odchrząknął i poruszył się niespokojnie na krześle. To było coś ewidentnie dla niego. Nie byłby sobą, gdyby nie spróbował tego zaklęcia. Zebrał książki ze stolika, odniósł je na miejsce i wyszedł z biblioteki, uprzednio posyłając czarujący uśmiech w stronę panny Pince - nowej bibliotekarki. Nowej, młodej i atrakcyjnej. O tak, Syriusz bardzo lubił kobiety. Przeczesał lekko przydługie włosy do tyłu i wślizgnął się do męskiej toalety. Stanął przed lustrem i przyjrzał się swojemu odbiciu. Co tu ukrywać, Syriusz był bardzo przystojny. Miał on arystokratyczne rysy twarzy z wyraźnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi i linią szczęki, która dziś była perfekcyjnie ogolona. Charakterystyczny błysk w ciemnych oczach zdradzał jego ognisty temperament. Ciemne, lśniące włosy sięgały mu prawie do ramion. Był marzeniem żeńskiej połowy Hogwartu. Wyciągnął różdżkę i patrząc na swoje odbicie wypowiedział zaklęcie:
- Secundo - na samym początku nic się nie stało. Czuł swego rodzaju zawód, ponieważ chciał spróbować czegoś nowego. Zrezygnowany opuścił głowę i szurając nogami ruszył do wyjścia z łazienki. Nawet nie zdążył musnąć palcami klamki, ponieważ niebezpiecznie się zachwiał i upadł, tracąc tym samym przytomność.


        *                      *                   *

Zamrugał powiekami. Czuł dziwne mrowienie w palcach u rąk oraz stóp. Było mu naprawdę zimno, jakby leżał nagi na chłodnej posadzce...ZARAZ, ZARAZ...on naprawdę leżał nagi na zimnej posadzce. Tylko, że nie był sobą. On miał piersi! 
- O raaaaanyy! - usłyszał przeciągłe westchnięcie tuż nad swoją głową. Szybko zwinął się w kłębek, aby zakryć jak najwięcej nagiego ciała. 
Czy jego wewnętrzne ja było kobietą?
-JAMES! - krzyknął, patrząc ze złością na rozmarzony wyraz twarzy swojego najlepszego przyjaciela.
- Spokojnie, nie powiem Bogu, że z nieba uciekł im anioł - młody Potter sugestywnie poruszył brwiami, starając się zobaczyć nagie piersi Syriusza.
- Jesteś żałosny Rogaczu! To ja Syriusz, ty nędzna imitacjo mężczyzny! - wykrzyknął piskliwym głosikiem. - Dawaj mi płaszcz, natychmiast! 
James nie ukrywał swojego zdziwienia. 
- Jak to Syriusz? - Wyjąkał, poprawiając okulary, które zsunęły mu się z nosa. Pospiesznie rzucił mu swoje wierzchnie okrycie, które natychmiast ubrał. Łapa pognał w stronę lustra i rozszerzył oczy ze zdziwienia. Czy mu to się śni?
- Och boski Godryku, przecież ja jestem zajebistą laską! - wykrzyknął. 
- Syriusz...? Jak Ty...JAK? Och Merlinie, miałem ochotę przelecieć najlepszego kumpla - wzdrygnął się. Black odwrócił się w jego stronę, uprzednio wystawiając zgrabną nogę spod płaszcza. Uśmiechnął się kącikiem ust i obserwował jak James z zakłopotaniem naciąga  niżej sweter. Zaśmiał się w głos i zaczął opowiadać przyjacielowi, jak to stał się kobietą.

            *                     *                   *

- Czy ja wiem...nie wydaje mi się to bezpieczne..
- Przestań narzekać Remus, to będzie świetny żart!
- Już wyobrażam sobie minę Smarka, haha!
- O czym wy mówicie chłopaki?
- Och zamknij się Peter! 
- Secundo.
-Secundo.
- No teraz Ty, Glizdogonie.
- Och, no tak, Secundo..

         *                      *                 *

- Nikogo nie ma, chłopaki możemy wychodzić! - Krzyknął szeptem James, ponaglając towarzyszy gestem ręki.
- Mów za siebie, ja jestem seksowną Silvią, ałuuu! - zawył Syriusz, zarzucają długimi włosami. Ubrany był w obcisłe skórzane spodnie, wysokie buty oraz ciemnozielony sweter, który eksponował jego kształty. Zaraz za Syriuszem z toalety wysunął się Remus, zmieniony w przeciętnej urody dziewczynę o jasnych, krótkich włosach. Ubranie zdobyte przez Syriusza z damskiej łazienki trochę na nim wisiało, co dawało niezbyt ciekawy efekt.
- Peter! - wykrzyknął Syriusz.
- Nie wychodzę w tym - z środka dobiegł przeciągły jęk żałości, który należał do Glizdka. 
- Liczę do trzech...jeden...dwa...- i nim wypowiedział trzy z łazienki wyszedł Peter, który wyglądał bardziej jak ciocia po czterdziestce, niż seksowna nastolatka. Zielona suknia w kwiatki na pewno mu w tym nie pomagała.
James, który zmienił się w seksi kujonicę, zamknął drzwi łazienki na zaklęcie, aby nikt nie zabrał rzeczy, które tam zostawili. Poprawił okulary na nosie i zaczesał sterczące włosy w tył.
- Według mapy Smark patroluje korytarz piętro wyżej, więc ja się tym zajmę drogie Panie, a wy przygotujcie tamtą klasę, na mały spektakl, haha - zaśmiał się Syriusz i poprawiając biust ruszył w stronę schodów zalotnie kręcąc biodrami.
- Ugh, szpilki faktycznie są niewygodne..- pomruczał pod nosem, będąc na szczycie schodów. W oddali zamajaczyła mu sylwetka Severusa. 
- Halo, halo! - zaczął krzyczeć, zwracając tym samym uwagę Snape'a.  Młody Ślizgon zarzucił szatą i pognał w tamtą stronę, gotów przyznać karę osobie, która narusza spokój w zamku.
- Czeg....wow..- reszta słów utknęła mu w gardle, a serce przyspieszyło swój rytm. 
- Chciałabym donieść, że w klasie niżej, jakaś para zakłóca ciszę - powiedział Syriusz niewinnym tonem. Snape przełknął ślinę. 
- Gdybyś była ziemniakiem, byłabyś pięknym ziemniakiem..- powiedział cicho Snape. Syriusz miał ochotę wybuchnąć śmiechem, ale ograniczył się do chichotu.

         *                       *                         *
- I to by było na tyle - na twarzy Jamesa i Syriusza pojawił się zniewalający uśmiech. W oczach zatańczyły radosne iskierki, gdy patrzyli jak skrępowany, nagi Severus próbuje uwolnić się z więzów. Biedaczek stał na środku opuszczonej klasy, calusieńki goły. Pomiędzy pośladkami włożoną miał czerwoną róże, a na oczach i ustach przepaskę. 
Kolejny żart huncwotów zakończony został powodzeniem.

            *                  *                   *

sobota, 28 marca 2015

Miniaturka V - Teodor i Hermiona

Zawsze był typem samotnika. Stronił od towarzystwa na wszelkie sposoby. Na śniadania chodził wcześniej, niż inni. W bibliotece wybierał stoliki w dziale ksiąg o Historii Magii, tam gdzie nikt nigdy nie zagląda. Nie zdarza mu się spędzać czasu w Pokoju Wspólnym. Na lekcjach nie zabiera głosu, choć jest wybitnym uczniem. Nikt nie zwraca na niego uwagi, a jemu to pasuje. Przemyka po zamku niczym cień, stroniący od ludzkich spojrzeń.
Jednakże ona zauważała go zawsze. Szukała go w tłumie, zerkała na lekcjach, podglądała przez szpary w bibliotecznych regałach. Intrygowała ją jego cała osoba.
Był wysoki, wyższy nawet od Rona. Czarne włosy opadały mu niesfornie na czoło i oczy w kolorze zachmurzonego nieba. Zawsze schludnie ubrany.
Jakaś dziwna siła sprawiała, że za wszelką cenę chciała się do niego zbliżyć. Od długiego czasu szukała do tego okazji. A okazja ta przytrafiła jej się w chwili, gdy najmniej się tego spodziewała.
Było krótko po północy, gdy jej szlafrok z lekkością opadł na zimne kafelki. Włosy opadały jej na nagie ramiona i piersi. Po II bitwie o Hogwart na jej ciele zostało wiele drobnych blizn, jednak mimo to była niezaprzeczalnie piękna.
Zanurzyła ciało w przyjemnie ciepłej wodzie. Piana osadziła się na całej jej powierzchni, ukrywając dziewczynę całkowicie. Przepiękny kwiatowy zapach unosił się w powietrzu.
Drzwi po drugiej stronie łazienki prefektów otworzyły się z cichym skrzypnięciem wyrywając ją tym samym z chwili relaksu. Zaniemówiła. Nie była w stanie nawet się ruszyć. Ukryta wśród kolorowych baniek, z mocno bijącym sercem obserwowała każdy jego ruch.
Najpierw ściągnął z siebie koszulkę, ukazując blady tors z delikatnie zarysowanymi mięśniami brzucha. Zabrał się za odpinanie guzików przy spodniach. Dziewczyna zamknęła oczy do czasu, aż usłyszała ciche chlup zwiastujące wejście osobnika do wanny.
Była ogromnie zawstydzona. Policzki nabiegły jej krwią i niemiłosiernie piekły. Nigdy wcześniej nie znalazła się w takiej sytuacji. Owszem widziała Rona lub Harry´ego bez koszulki ale to było zupełnie co innego. Teraz w tej wielkiej wannie pływał całkiem nagi mężczyzna, który w dodatku był nim. Żałowała, że jej różdżka została na podłodze obok umywalki. Przygarnęła ręką więcej piany.
 - Nadal Cię widać - usłyszała jego spokojny ton, a jej policzki zdawać by się mogło, że eksplodowały. Oddech przyspieszył, gdy podpłynął w jej stronę. 
- Nie zbliżaj się - ostrzegła. - Zamknij oczy i już po chwili mnie nie ma.
Zauważyła, że uśmiecha się kącikiem ust.
- Spokojnie, jest tutaj miejsca dla nas obojga. Czyżbyś się wstydziła samej siebie?
To pytanie zawisło między nimi na długą chwile. Cichy szum wody zagłuszał jej ciężki oddech i niespokojne bicie serca tłukącego się o żebra.
- Nie, wstydzę się Ciebie - padła odpowiedź. Jego oczy błyszczały tajemniczo spod włosów opadających mu na twarz.
- Granger, jesteśmy tylko ludźmi. Nic co ludzkie nie powinno wywoływać u Ciebie takiej krępacji.
Mówił bardzo spokojnie. Jego głos miał przyjemną barwę, aż chciałoby się go słuchać godzinami. Pokręciła głową.
- Mógłbyś spać spokojnie wiedząc, że widziałam Cię nagiego? Bo ja raczej nie - odparła. Chłopak zbliżył się zmniejszając między nimi odległość. Przyparł ją do krawędzi basenu, patrząc głęboko w oczy.
- Zawsze możesz rzucić na siebie obliviate - zażartował, czując jak jej oddech muska jego kark.
- Nott odsuń się - powiedziała stanowczo, obejmując się ramionami.
Chłopak zniknął pod wodą i zauważyła go dopiero, gdy wychodził po drugiej stronie basenu. Po chwili w łazience została sama.
Mijały tygodnie, a ona całkowicie przestała widywać Teodora Notta. Spotkanie w łazience nadal błąkało jej się po umyśle. Była roztargniona do tego stopnia, że posoliła sobie herbatę.
- Hermiono, wszystko w porządku? - zagadnął ją Harry. Kiwnęła tylko głową, zabrała torbę i ruszyła do wyjścia z Wielkiej Sali. Była pewna, że mignął jej w tłumie ślizgonów idących do lochów. Popędziła biegiem w tamtą stronę.
Lecz gdy znalazła się na korytarzu ujrzała tylko, jak ściana zasklepia się zamykając wejście do ich Pokoju Wspólnego.
- Czego tutaj szukasz o tej porze? - Usłyszała cichy głos dochodzący z wnęki po lewej stronie. Nie musiała się obracać, żeby wiedzieć kto do niej mówi.
 - Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego wtedy wyszedłeś? - Wypaliła bez zastanowienia. Chłopak zrobił zdziwioną minę.
- Dlaczego miałbym zostać? - Odpowiedział pytaniem na pytanie.
Właśnie, dlaczego miałby zostać? Przecież to nie miałoby sensu. Spłonęła rumieńcem.
- Trzymaj się z dala ode mnie, Granger - powiedział spokojnie. Wyszedł z cienia i szybkim krokiem ruszył w stronę Pokoju Wspólnego. Hermiona stała wpatrując się w jego plecy. Po chwili całkowicie zniknął jej z oczu, znikając w kamiennej ścianie niczym duch.
Trzymanie się z dala od Teodora było trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Gdy chciała widywać go jak najczęściej, to nigdzie go nie było, a gdy chciała go unikać, pojawiał się na każdym kroku. Widywali się na każdej lekcji eliksirów. Za każdym razem starała się nie patrzeć w jego stronę. Udawała, że jest powietrzem, choć było to bardzo ciężkie do zrobienia. 
- Dziś przebieg naszych zajęć będzie wyglądał nieco inaczej - wesoły ton profesora Slughorna nie zwiastował niczego dobrego. 
- Aby raz na zawsze zażegnać konflikt między zwaśnionymi domami razem z dyrektor McGonagall postanowiliśmy, że od dzisiaj na wybranych lekcjach będziecie siedzieć oraz pracować razem z kolegą, koleżanką z innego domu. 
Po klasie przeszedł pomruk niezadowolenia. Ron rzucił wściekłe spojrzenie w stronę Dracona Malfoy'a, który od dzisiaj był jego ''kolegą'' z ławki. Harry'emu trafiła się praca z prześliczną Astorią Greengrass - dziewczyną Draco. A Hermiona trafiła na niego. Nie mogła wyczytać nic z jego twarzy. Czyżby los uwziął się na nią? Naprawdę chciała trzymać się od niego z daleka. Przez całą lekcję nie spojrzała na niego nawet przelotnie, jednak sama czuła na sobie jego palący wzrok. Zadaniem każdej grupy było przygotowanie danego eliksiru w ciągu najbliższych dwóch tygodni. 
- Będę czekał na Ciebie dzisiaj w łazience prefektów o północy - rzucił na koniec lekcji. Zabrał swoją torbę i wmieszał się w tłum wychodzących z klasy uczniów. 
Z mocno bijącym sercem czekała na niego w umówionym miejscu. Spoglądała na swoje odbicie w lustrze do czasu, aż Teodor nie pojawił się w drzwiach po drugiej stronie. Teodor jak gdyby nigdy nic zaczął ściągać z siebie ubranie. 
- Nott, co Ty wyprawiasz? - krzyknęła, zasłaniając sobie oczy. 
- Biorę kąpiel? - zapytał ironicznie. - Wiesz, powinnaś przestać udawać taką świętoszkę, Granger. Zachowujesz się tak, jakbyś nigdy w życiu nie widziała nagiego faceta.
Teodor z lekkością wszedł do wody i westchnął z przyjemności, jaką była przyjemnie ciepła woda. 
Hermiona natomiast spłonęła takim rumieńcem, że teraz wyglądała niczym czerwony pomidor. Gryfonka nie miała żadnej styczności z mężczyznami, mimo osiągniętej już dawno pełnoletności. Jedynym bliższym chłopakiem był Wiktor Krum, który stronił od aktów fizycznych oraz Ronald, który pocałował ją w czasie II bitwy o Hogwart. Jednak oboje stwierdzili, że było to pod wpływem emocji i nie będą niszczyć relacji między sobą. Tak więc Hermiona nigdy w życiu nie widziała nagiego mężczyzny. 
- Idziesz ze mną popływać, czy tchórzych? - Gdy jakikolwiek Gryfon słyszał słowo tchórz natychmiast w jego żyłach krew zaczynała szybciej krążyć, ciało stawało się napięte i gotowe do podejmowania wyzwania. Przebiegli Ślizgoni zawsze wiedzieli, jak podpuścić uczniów Godryka do konfrontacji. Hermiona ściągnęła sweter, spodnie oraz skarpety, zostając w samej bieliźnie. Ruszyła w stronę basenu, lecz zatrzymał ją ironiczny głos Teodora. 
- Granger to kąpiel, więc ściągaj wszystko.
Dziewczyna zazgrzytała zębami.
- Odwróć się.
Ślizgon wykonał jej polecenie. Teodor był bardzo kulturalnym chłopakiem, dzięki matce, która od dzieciństwa wpajała mu, jak powinien obchodzić się z kobietami. Odwrócił się dopiero wtedy, gdy usłyszał, że Hermiona znalazła się w wodzie. 
- Dlaczego tak bardzo krępuje Cię nagość? - zadał pytanie, patrząc jej przez dłuższą chwilę w oczy. Stała oparta o krawędź basenu w otoczeniu kolorowej piany. 
- Wcale się nie krępuje - odparła. Chłopak błyskawicznie znalazł się obok niej zmniejszając odległość między nimi. Przez jej umysł przetoczyło się wspomnienie tamtej nocy, gdy pierwszy raz się tutaj spotkali. 
- A czy kiedykolwiek ktoś sprawił Ci jakąś fizyczną przyjemność? - Jego gorący oddech pachnący miętą otulił jej twarz. Uwielbiała zapach pasty do zębów.
Patrzył jej głęboko w oczy, gdy jego prawa dłoń zatrzymała się na jego poliku. Hermiona miała wszystko, co cenił w kobietach. Była nieprzeciętnie mądra, błyskotliwa i zabawna, a do tego niezaprzeczalnie piękna. Była skromną dziewczyną mimo tego, że w czasie wojny przysłużyła się całemu magicznemu światu. W dodatku była zainteresowana jego osobą. 
Hermiona wstrzymała na moment oddech. Dłoń Teodora głaskała jej policzek, delikatnie zsuwając się w dół na szyję. Wiedziała, że nie może mu zaufać, w końcu to Ślizgon. Może tylko chciał uśpić jej czujność, a potem utopiłby ją w tej wannie. Tylko ciężko byłoby jej w to uwierzyć. Była przekonana, że Teodor nie jest taki. Bardzo różnił się od innych Ślizgonów. Nigdy nie usłyszała z jego strony żadnego przykrego słowa. 
Dłoń chłopaka zjechała jeszcze niżej zahaczając o piersi Gryfonki. Dziewczyna nie protestowała. Pod wpływem jego przyjemnego dotyku przymknęła lekko oczy. Musiała przyznać, że Teodor jej się podobał. Nie należał do nadętych Ślizgonów patrzących tylko na to, kto jaki ma status krwi i ile galeonów w skrytce. 
Poczuła ciepły dotyk jego ust na swoich wargach. Całował bardzo delikatnie, jakby bał się, że w każdej chwili dziewczyna może mu uciec. 
Jej podniecenie z każdym momentem coraz bardziej wzrastało. Czuła jak zaczyna jej się robić gorąco. Dłoń Teodora bawiła się jej piersiami, zahaczając nieraz o brzuch. 
Położyła dłonie na jego klatce piersiowej, pokazując tym samym, jak bardzo pragnie jego bliskości. 
Ruchy Teodora stawały się śmielsze. Błądził palcami po jej plecach, pośladkach, aż w końcu dotarł do jej najczulszego punktu. Dziewczyna westchnęła, zmniejszając odległość między nimi do minimum. Czuła jego gorącą męskość ocierającą się o jej brzuch. Zaczęła gładzić ją dłońmi sprawiając Teodorowi jeszcze większą przyjemność. 
- Podobasz mi się, Granger. 
- Ty mi również, Teodorze. 
Od wydarzeń z tamtego wieczora minęły dwa tygodnie. Znajomość Teodora oraz Hermiony rozwijała się w bardzo dobrym kierunku. Spędzali ze sobą każdą wolną chwile, chodzili na spacery, realizowali wspólne projekty. Koniec roku zbliżał się nieubłaganie szybko. Do opuszczenia Hogwartu zostało tylko kilka dni. 
- Co zamierzasz zrobić po ukończeniu szkoły? - Zadała mu pytanie. Dzisiejszego wieczoru spacerowali po błoniach w czasie zachodu słońca. Ostatnie jego promyki oświetlały jej twarz, dodając dziewczynie jeszcze więcej uroku. 
- Chcę wyjechać do Francji. - Między nimi zaległa chwila ciszy. 
- Zastanawiałem się, czy zechciałabyś pojechać ze mną. 
Ta propozycja bardzo ją zaskoczyła. Ona miała zupełnie inne plany. Nie chciała opuszczać Anglii, planowała tutaj poświęcić się pracy, jako uzdrowicielka w Mungu. Tutaj miała rodzinę i przyjaciół. Z drugiej jednak strony zakochała się w Teodorze i bardzo nie chciała go trafić. Nigdy nie pomyślałaby, że będzie się z nim tak dobrze dogadywać. Mogła z nim porozmawiać na każdy temat. Był doskonałym słuchaczem i pomagał jej w każdej sprawie. 
- Teodorze...pozwól, że się jeszcze nad tym zastanowię.
Koniec roku nadszedł szybciej, niż się tego spodziewała. Nadal nie wiedziała, co uczynić w sprawie propozycji Teodora. Szukała go wśród tłumu na stacji King Cross, lecz nie mogła go znaleźć. Ostatni raz widzieli się podczas uczty pożegnalnej. Wyglądał wtedy na zawiedzionego, że nie uzyskał od niej odpowiedzi na pytanie, które zadał jej zdawać by się mogło, że dawno temu. 
- Szukasz kogoś? - Usłyszała jego głos za swoimi plecami. Odwróciła się patrząc w jego jasne oczy, które za każdym razem były piękniejsze. Nie wyobrażała sobie, że już nigdy mogłaby w nie nie spojrzeć. 
- Zgadzam się, wyjadę z Tobą Teodorze.

niedziela, 28 grudnia 2014

Miniaturka IV - Teodor i Hermiona

Tego wieczoru nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok, lecz sen nie nadchodził. Najprawdopodobniej upał panujący za oknem był tego przyczyną. Pierwsze dni lata przyniosły wraz z sobą wspaniałą pogodę. Można byłoby nawet spędzić noc pod gołym niebem bez obawy, że się zmarznie. Zsunęła stopy z łóżka natrafiając wprost na chłodną powłokę paneli. Wyszła z dormitorium bardzo cicho, by nie zbudzić ani jednej koleżanki. Mijała korytarze tylko w jedwabnej koszulce nocnej i skąpych stringach w kolorze wiśni. Nie natrafiła na ani jeden patrol i bezproblemowo wyszła z zamku. Zaciągnęła się lekkiem, letnim powietrzem. Niebo usiane było miliardami gwiazd. Jej bose stopy gilgane były przez cienkie źdzbła traw. Wolnym krokiem ruszyła w stronę jeziora, chcąc usiąść w domku przy moście, nieświadoma pary oczu, która śledziła ją już od dłuższego czasu. Przysiadła na wysłużonej kanapie, przymykając powieki i rozkoszując się cichym szumem lasu oraz jeziora.
- Czyżby łamało się regulamin szkolny, Granger? - Usłyszała ochrypły, męski głos, który sprawił, że włoski na jej karku stanęły dęba. Wiedziała do kogo należy. To ten głos co tydzień wypowiada się na lekcjach transmutacji. Za każdym razem czuła to samo.
- Owszem Nott, powinnam odjąć Ci za to punkty - odpowiedziała, starając się brzmieć, jak najspokojniej. Chłopak zaśmiał się cicho. Z uwielbieniem obserwowała, jak przymyka powieki i otwiera usta ukazując idealnie proste zęby. Jej rodzice zapewne byliby godni podziwu.
- Nie zimno Ci w takim stroju? - Spytał opierając się o rant balustrady. W tej pozycji miał idealny widok na jej kształtne piersi, które teraz starała się zakryć. Sam ubrany był tylko w luźne szorty, w których ułożył się do snu, lecz ten nie nadszedł. Pokonał dzielące ich metry i usiadł obok niej na sofie, a ona nie miała nic przeciwko. Milczeli. Hermiona czuła zapach wody po goleniu oraz mięty. Ramie Teodora stykało się z jej ramieniem, kolano z kolanem.
- Chyba oboje tej nocy nie zmrużymy oka - mruknął, dyskretnie spoglądając na odkrytą część jej uda. Wyobraził sobie, jakby on ją po tych nogach całował, aż westchnął.
- Najwyraźniej nie zaśniemy - zgodziła się Gryfonka, zastanawiając się czy chłopak ma bieliznę pod spodniami.
- Hyym, to może zróbmy coś. - Kącik ust Teodora uniósł się w górę, a ręka powędrowała na kolano brunetki. Hermiona wciągnęła powietrze, gdy ta sama ręka zaczęła wolno sunąć w górę zahaczając o materiał majtek, a następnie wracając znów na dół. 
- Wiem, że tego chcesz - szepnął, przygryzając płatek jej ucha.
- Tylko raz - odszepnęła, zwinnie zmieniając pozycję. Teraz siedziała na nim okrakiem, patrząc w przenikliwe szare tęczówki. Najpierw delikatnie pocałowała go w usta, wplątując palce w czarne włosy Teodora. Za to dłonie chłopaka sprawnie ściągły z niej koszulke nocną, w efekcie czego miał doskonały widok na jej nagie piersi. Zaczął całować jej szyje, dekolt, błądząc dłońmi po plecach. Ona zaś wzdychała, przymykając rozkosznie powieki w chwilach, gdy jego usta były naprawdę blisko sterczących sutków . Wreszcie jego sprawny język dobrał się do nich, a ona wydała cichy pomruk, niczym kociak drapany za uchem. Lizał, ssał, przygryzał sprawiając jej przy tym taką przyjemność, jakiej Ron nie potrafił sprawić nigdy. Po kilku minutach role się odwróciły. Teodor leżał wygodnie na starej kanapie, a dziewczyna całowała wolniutko jego klatkę piersiową. Zjeżdżała coraz niżej, oblizując cała długość podbrzusza. Wróciła na górę, do jego ust, aby przedłużyć te przyjemne tortury. Czuła jego nabrzmiałą męskość na swoim udzie.  Chciała go zobaczyć, chwycić w dłoń.
Szybkim ruchem pozbyła się ostatniego skrawka jego odzieży. Był naprawdę imponujący. Bladoróżowy, twardy, duży. Delikatnie ucałowała jego główkę, wkładając ją głębiej do ust. Teodor zaczął głaskać ją po głowie, gdy jej wargi zacisnęły się i zaczęła poruszać głową na dół i w górę. Dotknęła dłonią jego jąder, sprawiając mu nieziemską rozkosz. Nott nigdy nie pomyślałby, że zawsze grzeczna Granger może mieć tak sprawny języczek. Nie mógł pozostać jej dłużny. Gdy tylko wróciła na górę, po pocałunek obrócił ją tak, że znalazła się pod nim. Teraz zaczęła się prawdziwa droga do raju. Każdy pocałunek, który zostawił na jej ciele przyprawiał ją o zawrót głowy. Ciepłe usta pieściły nagą skórę, aż wreszcie dotarł w najbardziej rozgrzane miejsce, nadal skryte pod materiałem jej majtek. Zdarł z niej stringi, rozchylają smykłe uda. Przejechał opuszkiem palca po jej rozgrzanej kobiecości. Krzyknęła cicho, chwytając dłońmi oparcie kanapy. Teodor najpier włożył jeden, a potem drugi palec. Była taka mokra. Zaczął nimi poruszać. Najpierw wolno, a potem coraz szybciej. Oddech Hermiony przyspieszył. Nott wiedział, że jest już gotowa. Wszedł w nią bardzo delikatnie, obserwując każdy detal jej twarzy. Była taka cudowna. Ruszał biodrami w przód i w tył nadając swoje tempo. Jego oddech stał się płytki i urwany. Hermiona jęczała jego imie, wijąc się pod nim w napadach rozkoszy.
- Och Merlinie, Nott co Ty ze mną robisz? - wykrzyczała. Teodor patrzył, jak w jej oczach odbijają się gwiazdy. Musi częściej szwędać się nocą po błoniach.

          *                   *                 *

Dobry Wieczór!
Zawitałam tutaj z tym czymś. To jest pierwsze tego typu opowiadanie napisane przeze mnie, więc proszę o wyrozumiałość. Tak Pomyluna, to dla Ciebie < 3

Pozdrawiam.

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział I

- Szkoda, że to już koniec naszej przygody z Hogwartem. - Głos Hermiony brzmiał niezwykle smutno, gdy stała oparta o tors Rona i patrzyła, jak słońce chyli się ku zachodowi. Ostatnie jego promienie sprawiały, że czupryna Weasley'a wydawała się jeszcze bardziej ruda, niż zwykle.
- Taaa - mruknął rudzielec, opierając brodę na głowie Hermiony. Ich ostatni dzień w szkole magii i czarodziejstwa dobiegał końca, co niezwykle smuciło ową dwójkę. Przeżyli tutaj najpiękniejsze chwile w swoim życiu. Poznali przyjaciół, a nawet miłość. Zaznali radości i tych mniej szczęśliwych momentów, które mimo wszystko wiele ich nauczyły.
- Tu się zaszyliście. - Cichy głos Harry'ego wyrwał ich z zamyślenia.
- Nie możemy pogodzić się z tym, że to koniec. - Ron objął Hermionę jeszcze mocniej, jakby myślał, że wraz z wyjazdem straci również ją. Młody Potter poprawił okulary, które zsunęły mu się z nosa. Najciężej jest rozstać nam się z rzeczami, które tak bardzo zmieniły nasze życie.

           *                   *                 *

Rano Hermiona dokańczała pakowanie swojej walizki. Właśnie opróżniała szafę, gdy na samej górze zauważyła kolorowe pudełeczko z kokardką. Wspięła się na palce, by je sięgnąć. Już po chwili spoczywało ono w jej dłoniach. Ściągła wieczko i uważnie przyjżała się zawartości. Dwa kłębki włóczki, agrafki, kilka zdjęć, trochę cukierków i coś złotego, ukrytego na samym dnie pudełka. Uniosła kilka zdjęć i pociągnęła za łańcuszek. Jej oczom ukazał się zmieniacz czasu, którego używała w trzeciej klasie. Czyżby zapomniała go oddać Ministerstwu? Och, Merlinie! Brunetka autentycznie się przestraszyła. Gdyby wpadł on w ręce kogoś nieodpowiedniego...aż bała się pomyślec co byłoby dalej! Przecież taki powrót w czasie mógłby zmienić bieg całej historii.
- Kotku, jesteś tutaj? - Głos Rona sprawił, że dziewczyna, aż podskoczyła. Ścisnęła zmieniacz czasu mocniej w dłoni, jakby ktoś przyłapał ją na czymś naprawdę złym.
- Takk, occzywiśccie - odpowiedziała, jąkając się. Młody Weasley od razu domyślił się, że coś musiało się stać. Za długo znał Hermionę, żeby to zbagatelizować.
- Opowiadaj. - Usiadł na przeciw niej i delikatnie rozłożył rękę, w której ukrywała zmieniacz czasu. Oczy rudzielca rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Wypadałoby pokazać go również Harry'emu.

           *                  *                 *

Kilka minut później całą trójką siedzieli w dormitorium chłopaków.
- Oddajmy go Ministerstwu, to jedyne rozwiązanie...
- Albo zróbmy sobie podróż w przeszłość, przecież to musiałoby być ekstra!
- Och, Ron! Bądź poważny! - skarciła go Hermiona, wyciągając w jego stronę dłoń po to, aby oddał jej zmieniacz czasu.
- Nie bądź taka sztywna Miona, wyluzuj trochę. - Ron po raz pierwszy obrócił pokrętłem.
- Ej zwariowałeś?! Oddaj to! - Hermiona rzuciła sie w jego stronę, ale on zdążył wstać. Harry również wstał.
- Ron, oddaj. - Głos Wybrańca brzmiał bardzo ostro i stanowczo.
- Harry, posłuchaj! Możemy zmienić cały bieg historii. Fred mógłby żyć! Teddy miałby rodziców! Teraz możemy to zmienić! - wrzeszczał, jak oszalały. W jego błękitnych oczach pojawił się błysk szaleństwa. Harry znieruchomiał. Ron miał rację. Gdyby cofnęli się w czasie wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej.
- Harry, nie słuchaj go! A Ty w tej chwili to oddaj! - Krzyczała Hermiona, próbując wyrwać mu zmieniacz czasu.
- Ron, kręć - odezwał się Wybraniec. Granger wybałuszyła oczy.
- Powariowaliście!? - wrzasnęła, podbiegając do rudzielca. Harry zdążył ją przytrzymać i uwięzić w stalowym uścisku wtedy, gdy Ron nastawiał zmieniacz czasu. Kręcił chyba przy nim z dwadzieścia minut. Ciężkie dwadzieścia minut dla Harry'ego, który trzymał wyrywającą się Hermionę. Dziewczyna kopała, rzucała się, krzyczała, biła go, a nawet gryzła.
- Gotowe, szybko - odezwał się Ronald. Potter nadal trzymając przyjaciółkę podszedł w stronę rudzielca. Weasley założył na nich łańcuszek i stało się. Rozbłysło światło i wokół nich zaczęły przewijać się różne obrazy.

środa, 6 sierpnia 2014

Miniaturka III - Hermiona i Severus

Severus Snape szybkim krokiem przemierzał korytarze Hogwartu, trzepocząc swoją czarną szatą, niczym wielki nietoperz. Dzisiejszego dnia czuł nad wyraz wielkie poirytowanie spowodowane przybyciem Umbridge na jego zajęcia. Nie dość, że co chwilę mu przerywała w prowadzeniu lekcji, to dodatkowo śmiała wtykać swoje uwagi. I jeszcze to jej denerwujące chrząkanie, jakby dostawała napadu kociego kaszlu. O Wielki Salazarze, dopomóż. Jeszcze bardziej przyspieszył kroku. Jak na mężczyznę w jego wieku ruchy miał jeszcze sprężyste. Nagle gwałtownie się zatrzymał i cofnął kawałek. Odwrócił się w lewą stronę i spojrzał na ścienny gobelin. Zapewne każdy inny nie zwróciłby na to uwagi, ale on po służbie u Czarnego Pana i grze podwójnego agenta, jak najbardziej zwrócił. Spod gobelinu wystawała para butów. Czarnych, damskich cichobiegów. Zrobił krok w przód i zajrzał za tkaninę. Widok, który tam zastał zdziwił, go jeszcze bardziej, niż widok Albusa Dumbledore w różowych nausznikach. Mianowicie stała tam Granger. Tak, Granger - mała, napuszona szczotka do czyszczenia podłóg, która wszystko wiedziała. Ta to Severusa również wkurzała niemiłosiernie. Odchrząknął, a ona powoli otworzyła jedno oko, później drugie. 
- Och, witam profesorze - bąknęła, uśmiechając się nieśmiało. 
- Mogę wiedzieć, co Ty tutaj robisz? - warknął mężczyzna. 
- Szukam daty powstania tego dzieła - odpowiedziała po chwili milczenia. Severus dostrzegł w jej brązowych oczach strach. Czyżby bała się, że jej kłamstwo wyjdzie na jaw?
- Zmyślasz Granger, wyłaź stamtąd - rozkazał i odsunął się kawałek. Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę i spojrzała gdzieś w bok. 
- Co jest? Wyłaź stamtąd, albo miesięczny szlaban - warknął poważnie rozeźlony. Był tylko mały kawałek od tego, aby odjąć jej punkty. 
- Ale ja nie mogę - jęknęła. Nerwowym ruchem zaczesała włosy do tyły. 
- Minus pięć punktów od Gryffindoru. Nadal stawiasz opór? - skrzyżował ręce na torsie. 
- Ale pan nic nie rozumie! - jęknęła, nerwowo spoglądając gdzieś w górę. Snape zmarszczył brwi, lekko zaciekawiony. 
- Czego nie rozumiem? - zapytał. Hermiona panicznie rozejrzała się na boki i pociągnęła zaskoczonego profesora za gobelin. 
- 3...2...1..- odliczała i już po chwili na całym korytarzu słychać było kobiecy krzyk i masę wybuchów. 
- Co do...- zaczął Snape, lecz dziewczyna przycisnęła mu do ust dłoń. Mężczyzna był w takim szoku, że zamarł na chwilę. Obok ich kryjówki dało się słyszeć szybko oddalające się odgłosy kroków i przeraźliwych pisków. Brunetka zabrała dłoń z ust profesora i skuliła się w sobie na widok jego ostrego spojrzenia. Gdyby nie zatkała mu ust cała akcja, planowana od ponad miesiąca nie wyszłaby z jej ewidentnej winy. 
- Granger, czy wy spiskujecie przeciwko profesor Umbridge? - zapytał Snepe, a ton jego głosu był przerażająco spokojny i opanowany. Niemrawo kiwnęła głową, czekając na surową karę, lecz ku jej zdziwieniu Snape wyszedł zza gobelinu i szybkim krokiem ruszył korytarzem. Zaskoczona dziewczyna pognała za nim, krzycząc aby się zatrzymał. Nie rozumiała nic z zachowania Snape'a. Skąd mogła mieć pewność, że nie wyrzucą jej ze szkoły? Jeśli na nią doniesie Umbridge, to może już pakować walizki. Gdy była już odpowiednio blisko niego, złapała go za szatę i zatrzymała. Severus spojrzał na nią znad uniesionych brwi. Mężczyzna był od niej prawie o głowę wyższy, więc poczuła się przy nim jeszcze mniejsza. Od razu wypuściła spomiędzy palców miękki materiał jego szaty. 
- Co pan teraz zamierza ze mną zrobić? - spytała cicho, spuszczając głowę. 
-Nie bardzo rozumiem o czym mówisz, Granger.
- No o tym, co wydarzyło się za gobelinem - mruknęła. 
- Nadal nie wiem o czym mówisz. 
Zaskoczona dziewczyna błyskawicznie uniosła głowę w górę. Severus uśmiechał się kącikiem ust. Nie wierzyła własnym uszom. Severus Snape ma zamiar ich kryć! Ten stary nietoperz, który przez tyle lat chciał się ich pozbyć z Hogwartu. Powstrzymała się od rzucenia się mu na szyję. Uśmiechnęła się tylko z wdzięcznością i podjęła temat rozmowy. 
- Czyli pan też nienawidzi Umbridge? - spytała, ruszając za nim korytarzem. Co chwilę musiała przyspieszać kroku, aby mu dorównywać. Hermiona zadawała mnóstwo pytań, na które Snape kiwał tylko głową.
- Może chciałby nam pan pomóc w kolejnej akcji? - zapytała nieśmiało, zerkając na swoje dłonie. Mężczyzna przez chwilę milczał, lecz odezwał się w końcu.
- Chodź dziś wieczorem do mojego gabinetu, sama. 

                      *                                                  *                                           *

I tak przez kolejny miesiąc Hermiona i Severus obmyślali plany kolejnych sabotaży przeciwko Umbridge. Przez ten czas Granger zdążyła nawet polubić tego marudnego gościa. Oczywiście, nikt nie wiedział, że to on wymyśla te genialne plany. Należał to tajnej grupy zwanej GD pod pseudonimem ''Gacek". Na całe szczęście nikt nie drążył kim jest ów tajemniczy Gacek. Każdy tylko chwalił jego pomysły, po których Umbridge dostawała jeszcze większego szału złości. W końcu jednak nadszedł dzień ostatecznego wykurzenia Umbridge z Hogwartu. Dzień piania egzaminów. Plan był prosty. Bliźniacy Weasley wlatują na miotłach do sali egzaminacyjnej i robią wielkie zamieszanie. Inne grupy starają się wyprowadzić Umbridge na zewnątrz i wysmarować ją atramentem i pierzem. Plan oczywiście nie zawiódł. To był najlepszy popis w dziejach Hogwartu. Nazwiska Weasley'ów zostaną zapamiętane przez wiele pokoleń. Hermiona w stanie wielkiej euforii wpadła do gabinetu Snape'a i rzuciła mu się na szyję. Zaskoczony Gacek nieśmiało odwzajemnił uścisk. Przez ten czas zdążył dobrze poznać Granger. Była taka jak jego Lily. Potrafiła oddać całą siebie na rzecz dobrej sprawy. Pierwszy raz w życiu żałował, że nie jest w jej wieku. 
- Udało nam się i to dzięki Panu - krzyknęła, odrywając się od niego. Severus kiwnął głową, uśmiechając się delikatnie. Po chwili jednak uśmiech znikł z twarzy Hermiony. Wygrana oznaczała koniec pracy ze Snapem. A ona chcąc czy nie zakochała się w nim. Tak, zakochała się w swoim nauczycielu. Łzy wezbrały w jej bursztynowych oczach. 
- Czego beczysz, Granger? - zapytał zaskoczony mężczyzna. Hermiona pociągnęła nosem. Pewnie teraz w jego oczach wygląda jak wielkie dziecko. Ku jej zaskoczeniu czarnowłosy ją przytulił. Z początku nieśmiało, a później już pewniej. 
- Zakochałam się w Panu - wyszeptała bardzo cicho, lecz mężczyzna ją usłyszał. Przytulił ją jeszcze mocniej. 
- To mamy problem - warknął w jej włosy. 
- Dlaczego? - spytała, odrywając się od niego i patrząc w ciemne tęczówki mężczyzny. 
- Bo ja w Tobie też - i nieśmiało ją pocałował.

                           *                                        *                                         *

Witaaaajcie!
Po długiej nieobecności jestem z miniaturką Sevmione na zamówienie Gisi ;> 
Cóż, nie wiem co o tym sądzić. Pierwszy raz piszę takie coś. 
Hmm, pozostawiam to do ocenienia wam. Komentarze bardzo mile widziane <3 

Pozdrawiam Mopsicaa ;> 

Obserwatorzy